Kategorie

koniec sezonu

świadomość ostatecznego wyjazdu
jest przykra
jak strata czegoś, co kochasz. 

teraz już na pewno będzie zima…

smak w 3 rzeczownikach

nie wiem, czy to presja zadania domowego,
czy za dużo ciasta zjedzonego w porze obiadu, 
ale na leczo nie mam apetytu.
a moze to zapach wanilii w kuchni? 
zamiast trzech rzeczowników okreslających smak leczo,
napiszę Ci, czym były gorące powidła śliwkowe
wylizywane palcem z garnka. 
bo samkowały jak kwartet jazzowy.
któy wspólnie improwizując powoli zmierza ku końcowi utworu.
powraca temat. czterech jak jeden.
stopniowo rytm zwalnia. ale trwa nadal.
powtórzenie, w nieskończoność. 
coraz wolniej i wolniej. jakby gasł a jednak trwa coraz pełniej. 
i zwalnia, i rozciąga się, i zamyka koło, i krąży, i leci.
jak nitka babiego pod słońce, wydaje się nieskończona. 
już chcesz zamknąć oczy, ale jednocześnie widzisz coraz szerzej.
z radia piękny jazz leciał, 
harris eisenstadt. 
a mnie przypomniał się koncert. dawno.
zaczął się jak pojedynek, a zaowocował wspólnym graniem
tomasz szukalski ti trzech młodych gniewnych z simple acoustic trio. 
hm, to mógł być 1996? 7? 8? wrocław, czarny salon, 
niewygodne krzesła w małej salce, do której trzeba się było dostawać. 
hmmm… powidła, jesień, 
o rany! leczo się pali!!!!!! 

co z oczu to z serca.

pantha rei

taka piosenka, niemodan, nudna, country. a tak mi pasuje ostatnio!

Lithium Sunset

Fill my eyes
O Lithium sunset
And take this lonesome burden
Of worry from my mind
Take this heartache
Of obsidian darkness
And fold my darkness
Into your yellow light

I’ve been scattered I’ve been shattered
I’ve been knocked out of the race
But I’ll get better
I feel your light upon my face

Heal my soul
O Lithium sunset
And I’ll ride the turning world
Into another night
Into another night
Into another night
See mercury falling…
                               STING