Kategorie

no cóż,

co tu dużo mówić
już czas,
przemyśleć 
życie swoje.
przemyśleć siebie, 
całą
od nowa
?

moda na folklor

folk art…
brrr, aż mnie dreszcz przechodzi, gdy myślę o tym zjawisku. 
o tym zjawisku w polsce!
szlachetną ze swych pobudek, 
sztukę ludową 
bardzo szybko przerobiliśmy na kicz.
i nie zdziwi mnie gadżet w łowickie paski z nalepką „MADE IN CHINA”.
tak, china.
polski pawilon na ekspo. wycinanka.
ała! 
dla nas jest to kicz, 
ale na szczęście w chinach gust odbiorcy innym jest, 
i projekt w 100% trafiony.
zmieniająca kolorki wycinanka z płyty wiórowej
robi furorę.  
brawo, design jest dla klienta, nie twórcy!
ale już tu, na swojskiej ziemi dostaję wysypki na widok kaszubskich kogutków
w formie „modern-urban”.
czy naprawdę jesteśmy tak pretensjonalni?
bez wyobraźni? 
dobrze jest wrócić, zobaczyć z dystansu. 
pokochać, to, co się ma znowu!
wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.
a młode zawsze smakuje najlepiej… ;P
POLSKIE ZIEMNIAKI!!!
moja wariacja na temat tradycji
jest wegańska.
/czyli nie proponuję zsiadłego mleka, i sadzonego na hiper nowoczesnym talerzu, 
ani ziemniaków gotowanych w ultra inteligentnym szybkowarze, z którym można podyskutować o sartrze przez 4 minuty parowania ziemniaków… nie!/

  • młode ziemniaczki (bo małe)
  • olej lniany
  • ew. oliwa z oliwek
  • koperek
  • ząbek czosnku
  • sok z cytryny
  • świeżo mielony pieprz czarny
ziemniaki gotuję jak się masz, 
jak lubię. jak chcę. 
a sos wygląda tak:
siekam drobno koperek
i bardzo drobno czosnek
wlewam olej lniany
(natłuszczam łyżeczką oliwy z oliwek)
mielę odrobinę pieprzu
i wyciska naprawdę sporo soku z cytryny.
żadne masła,
zsiadłe mleka
ani nawet ogórek małosolny – choć swojski, niepotrzebny.
tak przyjemnie to jeszcze z nikąd się nie wracało… 
xie-xie ;)

takie ładne to

sofia rei

to dobrze, bo miewam coraz częściej wrażenie, że już. 

że wystarczy mi już. 

wróciłam

 bywało też i ładnie 

putuoshan
chiny,
putuoshan,
wyspa buddyjskich klasztorów.