Kategorie

Chwilo trwaj, chwilo jesteś tak piękna. J. W. Goethe

kiedyś myślałam, że rozumiem te słowa,

ale dopiero wczoraj pierwszy raz to poczułam.

 

shiny band of gold

czyli prościej świat pojmować,
bo jest piękny.

kolejne mity dzieciństwa

obalone.

lżej.

ja niczego się nie boję.”

Żurek z truskawkami.
ABCD

zielonka

zielonką nazywają swe miasto zielonogórzanie – lubię tę formę, choć tu się stosuje „lubuszanina”;
no bo co jest niby złego w zielonogórzaninie? zielony górzanin? zielony górek? zielony ogórek?

lato, truskawki, wysadzany lipami deptak, zaścianek, jak w uzdrowisku „u wód”.
cudne kamieniczki
i ogromna strefa ruchu pieszego, schyłkowy czerwiec.
upojnie.

gastronomia zielonki czyli wiem na pewno, gdzie nie jeść w zgórze:

restauracja JEFFERSON mieści się w budynku teatru
przy głównym deptaku.

ul. Niepodległości 3/5
jedzenie jest plastikowe, wszystkie produkty pochodzą z głębokiego mrożenia,

menu brzmi interesująco, ale potrawy rozczarowują momentalnie.

ogródek kiczowaty z prefabrykatów heineken,

wnętrze pretensjonalne i dyletancko oświetlone.

populizm w stylu sfinksa.

pracownicy teatru mają 30% zniżki,

dlatego miałam kilka okazji do testowania potraw. bleh.

vis a vis teatru /ten sam właściciel/ mała kawiarenka LETNIA KAWIARENKA.

tarasie daleka śliczny dwupoziomowy tarasik
z białymi parasolami na piętrze,
sporo zieleni,
na parterze jednak paskudny tłuczeń zamiast podłogi,
kiczowata rzeźba,
muzyczna sieczkarnia z radia.

opryskliwa i niekulturalna obsługa
serwuje jedną z najgorszych kaw pod słońcem.

tak, wiem, że lavazza w Polsce jest paskudna, ale nie spodziewałam się, że aż tak!

kelnerki nie pamiętają treści zamówienia
i podają byle co
ale tak, by klient czuł, że zrobiono mu wielką łaskę.

za to wiem, gdzie wybrać się warto – choćby sam wystrój wart jest odwiedzin.

a menu WINNICY warte jest kilku takich wystrojów.
plac pocztowy 17.
restauracja serwuje też dania sezonowe! oraz do godziny 15 bussines lunch.

kelnerzy czarujący, a i rozmowa z kucharzem była przyjemna,

zadanie według zamówienia: „coś bezmięsnego, bezglutenowego, bez produktów mlecznych”

zaowocowało daniem na 5+. za fantazję i kompozycję.

i tu wynoszę inspirację: olej lniany, prażony słonecznik, świeży tymianek.

no, może to białe wino mogło być ciekawsze…

ogrodzony zielenią ogródek, dyskretna muzyka,
wykrochmalone serwetki i karta ze starymi fotografiami zielonej góry.

na oku mam jeszcze restaurację ERMITAŻ
w klimacie XIX wieku.
w przepięknej kamienicy przy placu poczty,
i
 restaurację ESSENZA na deptaku Niepodległości – choć tu mam niejakie wątpliwości, czy warto w ogóle wchodzić….

jako owoc zakazany

jako towar niedostępny,
zaczęły smakować.

już wiem, jak to działa:

w olsztynie trzeba je zamówić! 

wpisana do zeszytu

na specjalną listę klientów
dostałam – szczupły pęczek za 8zł.

okrąg. o jak olsztyn

 

 






ostre słońce rozprasza, 

płoszy dyscyplinę.

porządek płowieje.

 

odsłonięte ramiona

wieczorem będą piekły.

 

w roztopionym asfalcie

zastyga czas.

 

miasto zatopione w akacjowym sosie,

gęstym, lepkim, rozerotyzowanym.

 

cisza podwórek, kot w cieniu śmietnika,

muchy, oddechy i pociągi.

 

jutro przyjdzie wiatr.