Kategorie

EGZOTYCZNY OBIAD Z RESZTEK.

jutro jadę, dzisiaj wyjadam.
myślę o romie. myślę o tvn. myślę o ludziach, z którymi czuję się bezpieczna.
walczę z chorobą a i z chorobą b. ale ze sobą nie wygram – dziś nie.

• oliwa z oliwek
• biała cebula cukrowa
• dwa ząbki czosnku
• korzeń imbiru jak mały palec
• ziemniaki
• marchewka
• mleczko kokosowe
• opcjonalnie krewetki.

na oliwie z oliwek /choć lepsze byłyby 3łyżki masła/
zeszklić cebulę i pokrojony byle jak czosnek.
wrzucić drobne kawałki imbiru.
do tego dodać kostki ziemniaków i słupki marchewki.
posolić. minutę pogotować.

zalać mlekiem kokosowym i dusić pod przykryciem na bardzo małym ogniu.
często mieszać by się nie przyklejało /można podlać wodą, jeśli nie daje rady/.

pod koniec gotowania, gdy warzywa są już miękkie,
można wrzucić krewetki lub podgotowaną pierś z kurczaka.

można jeść z ryżem jaśminowym lub makaronem ryżowym/sojowym.
świetnie pasowałyby tu pędy bambusa i trawa cytrynowa,
ale tego akurat pod ręką nie miałam.
garniec_zlota

już poddaję się zimie. będzie bardzo źle w tym roku.

dziś jestem chora
zupełnie nienamiejscu.
znowu pada deszcz
zupełnie niechciany.
pierwsza zła recenzja
zupełnie nieoczekiwana.
nie zdążyłam zobaczyć wystawy,
na którą zamierzałam się od miesiąca…
poczucie niespełnienia,
wrażenie porażki.
znowu się boję
i nie wierzę w siebie już wcale.
istnieję zupełnie niepotrzebnie.

ja też nie wiedziałam, że kasza jaglana i proso to to samo!

reminiscencje smakowe – czyli: tak, zrób mi śniadanie.

w wodzie bez soli
ugotował kaszę,
dodał kurkumy.

ugotowaną kaszkę
odcedził.

dodał orzechy
włoskie, laskowe
i migdały.

świeży imbir
obrał i drobno
pokroił.

jabłka nie obierał
tylko wkroił
do środka.

pod pokrywką
na małym ogniu
jeszcze chwilę.

do miseczek
i syropu z malin
na osłodę.

- obserwowałam jak rytuał. jadłam jak wygłodzony piesek.

ech, dobre są takie śniadania
czasem…
czemu nie umiem w nie uwierzyć?

leniwa niedziela

deszczowo.
pachną pieczone banany.
na umywalce dwie szczoteczki.
ciepły koc.

postanowiłam wyspać się na zapas.

pierwszy raz – od lat!!! – poszłam spać bez nastawionego budzika.

to jednak wywołało reakcję stresową,
która nie dała mi zasnąć. ;-)
poddałam się w końcu
i nastawiłam go na 12.00.

ale autowecker i tak obudził mnie o 7.00.

no i tyle z mojego nadspania…

ale są naświetlacze!!!! tylko czemu radio nie działa? buge wesseltoft z cd. trochę za zimowy.

niedzielny obiad

- już się boję!

dobrze, że wieczorem gramy boskiego – ufff…
;o)