Kategorie

nie ekscytuje

korespondencja sztucznie podtrzymywana
- wyczekuję konkretu.

oddychaj głęboko w imię zjednoczenia – ?!?

szczecin rano pachnie czekoladą

dobrze, że poniemieckiej fabryki czekolady
nie przerobiono na fabrykę śmierdzącego kleju!
coraz bardziej lubię to miasto.

2 wolne dni bez towarzystwa.
morze. słońce. oddech.
dobrze mi.

pobierowo:
we wrześniu powoli wymiera.
meduzy – setki galaretek wyrzuconych przez morze.

darmowy hosting obrazków

WPN: wisełka pozostanie niepoznania.

międzyzdroje to horror nawet poza sezonem.
ale wędzona ryba jest.
na plaży: ostatnia pod samym lasem
wędzarnia „klif”
uratowała honor tego miasta.

a gdy plażowicze idą bawić się w knajpach,
na ich miejsca przychodzą wrony i mewy.
wydziobują resztki śmietniska.
mewy, białe mewy

żeglarzom wracającym z morza na pamięć przywodzicie dom
rozbitkom wasze skrzydła niosą nadzieję na zbawienny ląd.

na plaży znalazłam kupon totolotka…
jeszcze nie sprawdziłam ;o)

ten blog ma już rok.




DZIŚ SĄ PIERWSZE URODZINY
RONDEL.BLOG.PL!

jak na wsi

leniwa cisza, słońce za mgławą zasłonką. niedziela.
z rzadka tylko samochód jakiś.
wszyscy w domach – pewnie ulubiony serial.
rodzinnie, hurtowo zasiedli przed ekranami.
zawiesina miejsko-wiejska. ludzka.

słychać tylko szum liści i poćwierkujące papużki.
czasem pies za siatką zaszczeka.
senność w powietrzu. unosi się.

siedzę na ławce i słucham.
leniwy schyłek dnia, schyłek weekendu, schyłek lata.
koniec słońca.
dziewczynka huśta się na drzwiach od budki telefonicznej.
gołębie wydziobują coś na ścieżce.

pan o lasce w odświętnej marynarce.
żółta siatka z biedronki.
zbliża się siedemnasta.
coraz więcej głosów:
pewnie skończył się trzytysiącesiedemsetosiemdziesiątydrugi odcinek telenoweli.

I’m gay in a melancholy way
słońce w oczach.

pozytywne. skolias.
to coś jak wyznanie wiary:

Sittin’ in the mornin’ sun
I’ll be sittin’ when the evenin’ come
Watching the ships roll in
And then I watch ‚em roll away again, yeah

I’m sittin’ on the dock of the bay
Watching the tide roll away
Ooo, I’m just sittin’ on the dock of the bay
Wastin’ time

I left my home in Georgia
Headed for the ‚Frisco bay
‚Cause I’ve had nothing to live for
And look like nothin’s gonna come my way

So I’m just gonna sit on the dock of the bay
Watching the tide roll away
Ooo, I’m sittin’ on the dock of the bay
Wastin’ time

Look like nothing’s gonna change
Everything still remains the same
I can’t do what ten people tell me to do
So I guess I’ll remain the same, yes

Sittin’ here resting my bones
And this loneliness won’t leave me alone
It’s two thousand miles I roamed
Just to make this dock my home

Now, I’m just gonna sit at the dock of the bay
Watching the tide roll away
Oooo-wee, sittin’ on the dock of the bay
Wastin’ time

popażyłam się w język. gruszką. bu. to kawałek otisa reddinga. dziękuję. dobranoc.

tyle różnych pytań można zadać

o co zapytałabym chcąc dowiedzieć się czegoś o człowieku?

- czy pali?
- czy ma alergię na koty?
- jakiej słucha muzyki?
- co robi?
- czy lubi czosnek?
- a pomidory?
- czy ogląda telewizję, czyta gazety?
- czy je mięso?
- czy sypia w pościeli z kory?
- czy jakiś sport uprawia?
- żegluje? po górach chodzi?
- jakie ma ‘hobby’?
- może coś zbiera?
- jaką pija kawę?
- czy mogę robić zdjęcia?
- woli leżeć na plaży czy zwiedzać do upadłego?
- czy pojechałby stopem na wakacje?
- a spał na plaży?
- czy wstaje rano czy w południe?
- czy segreguje śmieci?
- je śniadanie przed wyjściem z domu?
- zima czy lato?
- woli haribo czy domowe ciasto?
- widzi świat w czerni i bieli, czy w bezustannym kompromisie?
- …
zaraz tu jakiś kwestionariusz osobowy ułożę, he he.
tyle różnych pytań można zadać! jednak zaskoczyły mnie te dwa:

- o znak zodiaku
doh! mężczyzna?! takie pytanie?!
że niby co, wszystkie osoby urodzone 5 marca są takie same?! absurd.

- drugie tyczyło ulubionego koloru. próbował zgadywać: „zielony?”.
nie, pudło. „tak, zielony też, i żółty, i czerwony, i niebieski, i biały i pomarańczowy…” nie mam ulubionego koloru.
no nie i już.

dopiero potem zapytał, jak mam na imię i czy dam mu swój numer telefonu.
– że co? aż tyle się dowiedział?!

mężczyźni są naprawdę z Marsa.
biały.

dziś stać mnie tylko na tyle:

przepraszam za siebie.
==================================================================================

P.S. 17/09/06
wczoraj dość późno wyszłam z opery.
ten specyficzny budynek – wielki jak miasteczko – ma specyficzny zapach.
czy tak pachną pieniądze? pasta do podłóg + towot.

obiad zjadłam na senatorskiej, w malutkiej knajpce na rogu.
• moja ulubiona zupa toskańska – 6zł:
temperamentny krem z pomidorów
pełen aromatu, pełen czosnku, pełen grzanek ziołowych i sera.

• na drugie wzięłam naleśniki z kurczakiem – 15zł.
po ostrej zupie, łagodny sos działał jak balsam i ukojenie na koniec dnia.
zainspirował mnie – powiem później, jak zrobię.

• surówka z czerwonej kapusty orzeźwiła. kolor, smak.
zapomniana, „na końcu języka”.

u chłopaków w kabinie cudny fotel.
retro, na sprężynach, gięte oparcia.
dostałam!
będzie ubrany w krowę,
będzie stał koło kaloryfera
będzie do zimowego czytania.