Kategorie

29/30. IX. 2005

NACZYNIA I SMAKI MIŁOści

Rondel

Śnić o nim
Weź się do pracy
Gotować w nim
Miłość cię uskrzydli
Kupować go
Ktoś nie może żyć bez ciebie
Myć go
Wyjaśnisz zaniedbane sprawy

PIEROGI

RUSKIE Z CUKREM
ale tylko te i żadne inne!

19. Września. 2005-09-19

JESIEŃ.
Już bardzo zimne wieczory i noce się zrobiły.
Gdy słońce zachodzi natychmiast zapada chłód.
Orzechy włoskie zmarzły w tym roku. 12.50 za kilogram.
Najlepsze są o tej porze roku. Jeszcze świeżutkie i wilgotne. Skórka klei się do palców. To takie żmudne to obieranie.

Do łupania orzechów i obierania pomarańczy powinien być mężczyzna. Brak go zawsze w tych najdrobniejszych czynnościach. Przy odkręceniu słoika, dosięgnięciu na najwyższą półkę, przykręceniu haczyka.
Oczywiście, daję sobie radę bez tego mitycznego ‘niego’.
Ale ile świat jest piękniejszy, gdy ktoś może ci pomóc. Gdy można się podzielić z kimś.
Orzechy wymagają czułości i delikatności. Ja jestem niecierpliwa. Od pomarańczy mam żółte palce i irytację.
Gdzie ci mężczyźni? Orły sokoły? Herosi? Jesteście piękni, przystojni, mądrzy. Ale ja potrzebuję czułości, cierpliwości. Zrozumienia i opieki.

Pragnę nadal być małą dziewczynką.

Z wielkimi ciężkimi sprawami radzę sobie świetnie bez was. Moja kobieca duma wspiera mnie w tym i nadludzkich sił dodaje. Ale codzienność wykańcza.
Dzielić należy nie najtrudniejsze czy najpiękniejsze chwile. Dzielić należy zwyczajny dzień, codzienność. Tak tę szarość rozłożyć na dwoje, by była kolorowa, ciepła, puszysta. By pachniała słońcem i spokojem. By codzienność dawała pewność jutra, dodawała pewności siebie. Zapewniała bezpieczeństwo.

Mężczyzna potrzebny mi jest bym odczuwała bezpieczeństwo. To bzdura zupełna, zdaję sobie z tego sprawę. Bo krzywdzą tylko mężczyźni i to ci najbliżsi, ci zaufani. Oni znają cię najlepiej wiedzą gdzie zaboli najbardziej. Ale mimo to, lubię w to wierzyć, chcę czuć się w ramionach mężczyzny bezpieczna.
Głupia jestem?
A która z nas nie jest głupia?! Przecież po to jesteśmy kobietami, żeby wierzyć, ufać a potem cierpieć, płakać i znowu wierzyć…
A więc szukam doskonalszego od poprzedniego. Co krok będzie lepszy dla mnie, by mógł mnie jeszcze mocniej zranić.
Szukam mężczyzny, by mnie porzucił…

26/27. IX.2005.

SPEŁNIĆ POWINNOŚĆ
Przez chwilę miał być ojcem. Mojego syna.
Był trochę moim.
Zmęczyło go? Rozczarowało? Odpowiedzialność.

Miałam być ostatnia.
Pierwsza, która nie córkę.
W 30 roku.
Przede mną nigdy nie były pierwo. Tylko ja jestem jednorodną.
Co 30 lat
rodzą się czarownice.
Dla mnie już nie wystarczyło. Na szczęście.

?

Ale jakoś wciąż to czuję. Wisi nade mną jak święty obrazek na kruchym haczyku. Obowiązek do wypełnienia.
Gdzie sens?
Spełnić powinność. – Jaka cena?
Już tylko 4 lata.

27. IX.2005.
Niewypełniony obowiązek:
Luka się nie stworzy. Będzie koniec. Koniec to samot
Bardzo brzydkie i pompatyczne słowo wybrali na określenie.
Pojedyńczość brzmi już lepiej? – Nie bardzo.

Filemon jest drzazgą. Boli.
- Zagoi się.
- Albo zaropieje…
Oczka miała zaropiałe… troszeczkę.

Jak to jest mieć imię na A? Chyba fajnie, co?

25.XI.2005

Nie myślę i nie przemyśliwam. Nie przewijam. Jest mi z tym coraz lepiej. Duch Karkonosz.

No i mam nadzieję, że
Najlepiej za bardzo małe nic w bardzo bliskim tu.

No i niech się tak nie smuci, co? To tyle moich życzeń lewą ręką do meteorytu…

A FILEMON?

Re: 23.IX.2005

Moje życie też jest ważne. Też jest czegoś warte.

tak sobie powtarzam.
ALE DLA KOGO?

muszę mieć kogo kochać, muszę czuć się kochana – w tym się odnajduję. w tym mam swój sens życia
nawet jeśli według m.p. ;o)

23.IX.2005

Szklarska poręba.
Piwo pszeniczne. Mama czyta na glos instrukcje od telefonu komórkowego.

Muszę znów popłynąć na rejs. Na Bałtyk.
Bym się znowu zaczęła bać. Bać o siebie. Szanować własne życie

DOCENIAĆ.

Moje życie też jest ważne. Też jest czegoś warte. Łątki nie żyją sześciu godzin po nic?!

???